Urząd Miejski w Łomiankach

https://lomianki.pl/pl/miasto-mozliwosci/miejsca-i-ludzie/8736,Miejsca-i-ludzie.html
2021-12-06, 13:15

Miejsca i ludzie

Mieszkańców, którzy znają ciekawe miejsca w Łomiankach lub sami tworzą produkty i chcieliby się pochwalić, zapraszamy do kontaktu z redakcją Biuletynu Informacyjnego Miasto i Gmina Łomianki: biuletyn@poczta.lomianki.pl


Historia i kajaki

Współczesne tempo życia sprawia, że najczęściej patrzymy w przyszłość. Dla niektórych jednak ważne jest także spojrzenie w przeszłość i odkrywanie historii miejsca, w którym się mieszka. Przedstawiamy Elizę Chodorowską, mieszkankę Dąbrowy Leśnej.

Zazwyczaj osoby, które wiele robią na rzecz innych, są zaskoczone, gdy ktoś chce o nich napisać. Tak było i tym razem. Pierwszą reakcją Elizy Chodorowskiej, gdy usłyszała, że chcemy o niej napisać w biuletynie, było zdanie: „Zwykle to ja piszę o innych”. To prawda, jej różnorodna prospołeczna aktywność jest znana wielu mieszkańcom naszej gminy. 

Tablice historyczne
Historia lokalna nie od razu stała się dla niej ważna. Do Łomianek przeprowadziła się ponad 20 lat temu, intensywnie pracowała, ale z czasem poczuła, jak mówi, potrzebę zakorzenienia się, osadzenia i poznania historii miejsca, w którym mieszka. Z wykształcenia jest politologiem, więc historia zawsze była w kręgu jej zainteresowań, stanowiła ważną część życia i pracy. Zaczęło się jednak od wystawy fotograficznej o… Wiśle, która prezentowana była na warszawskim bulwarze im. Pattona. Kolejne dotyczące naszej gminy to „Tam na strychu w Łomiankach” zrealizowana w 2019 r. w Dąbrowie Leśnej oraz „Dawny Kiełpin” – tablice historyczne, które od czerwca tego roku można oglądać na ogrodzeniu placu zabaw w Kiełpinie.

Pasja i profesjonalizm
O współpracy nad tą ostatnią wystawą chętnie opowiada Agnieszka Gawron-Smater, która swoją nagrodę w konkursie na najaktywniejszą liderkę wiejską w województwie mazowieckim przeznaczyła na realizację tablic o historii Kiełpina. I mimo że prace zakończyły się kilka miesięcy temu, nadal z emocjami wspomina inspirujące rozmowy przy wybieraniu wątków i odkrywaniu losów poszczególnych rodzin. Podkreśla pasję i profesjonalizm Elizy Chodorowskiej, wyraża podziw dla jej sposobu pracy – dociekliwości, rzetelności, empatii, ale także umiejętności wyboru najciekawszych wątków. 

Planowanie i organizacja
Perfekcyjną organizację pracy potwierdza także Anna Plewka, mieszkanka Łomianek, której historia rodzinna była jedną z przedstawionych na wystawie w Kiełpinie. Wspomina długie rozmowy, a jednocześnie podkreśla rzeczowość, która pozwoliła skomplikowane i wielowątkowe relacje kiełpińskich rodzin przedstawić w przystępny sposób. Sama autorka pytana o to, czy bardziej lubi planować, czy realizować projekty, mówi o tym pierwszym etapie, gdy przeszukuje archiwa rodzinne i źródła historyczne, a przy okazji odkrywa fascynujące historie. Okazuje się jednak, że historia nie jest jedyną pasją w jej domu.

Od kajaka do fundacji
Wielu mieszkańców Łomianek wie, że wodniacy, a zwłaszcza kajakarze, często mogą brać udział w szkoleniach i spływach kajakowych organizowanych przez Fundację KiM. Wszystko zaczęło się od kajakarskiej pasji męża Elizy Chodorowskiej. Kiedy zaczął realizować coraz więcej projektów, założył fundację, która po latach działania skupia się nie tylko na projektach sportowych, lecz także przyrodniczych, integracyjnych i prospołecznych. Na stronie fundacji, w której jego żona odpowiada za kwestie programowe, pojawia się zdanie, które dobrze definiuje kierunek jej działania: „Jakość życia w ogromnym stopniu zależy od tego, jak mocno jesteśmy zakorzenieni w naszych środowiskach lokalnych, czy pielęgnujemy dobrosąsiedzkie relacje i włączamy się w działania na rzecz rozwoju społeczności, w której żyjemy, czy też jesteśmy tylko gośćmi w naszych miejscach zamieszkania”.

Monika Brodowska
BIUM 10/2021


Z Łomianek na Olimpiadę

Czwórka mieszkańców naszej gminy pojechała do Tokio na Igrzyska XXXII Olimpiady oraz igrzyska paraolimpijskie.

Pięcioboista nowoczesny Łukasz Gutkowski z Kiełpina (23 l., Stowarzyszenie Pięciobój Polski CWKS Legia Warszawa) sklasyfikowany został na 12. miejscu wśród najlepszych zawodników świata. Do Tokio pojechał także Janusz Szewiński, małżonek zmarłej trzy lata temu zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich – Ireny Szewińskiej. Funkcję attaché prasowego reprezentacji olimpijskiej pełnił dziennikarz PAP i członek zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego Jerzy Jakobsche. Natomiast w igrzyskach paraolimpijskich uczestniczył Michał Jakobsche, trener koordynator kadry narodowej parakajakarzy.

Królowa lekkoatletyki
Janusz Szewiński, trener żony, sam w przeszłości lekkoatleta, a potem znakomity fotoreporter, był gościem przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomasa Bacha. Zaproszenie do Tokio stanowiło uhonorowanie zasług Ireny Szewińskiej, która w 1964 r. jako zaledwie 18-latka wdarła się szturmem do światowej czołówki królowej sportu. Przywiozła wtedy ze stolicy Japonii złoty medal zdobyty z Teresą Ciepły, Haliną Górecką i Ireną Kłobukowską w sztafecie 4 x 100 metrów, pokonując najszybsze wówczas Amerykanki i ustanawiając rekord świata. Oprócz złotego zdobyła także dwa srebrne medale wywalczone w biegu na 200 metrów oraz w skoku w dal. Irena Szewińska uczestniczyła w komisji koordynującej przygotowania do igrzysk Tokio 2020. Cieszyła się na spotkania z niezmiennie uwielbiającymi ją japońskimi kibicami i działaczami. Bardzo chciała ponownie pojawić się na olimpijskim stadionie. Okrutny los przekreślił jednak te plany 

Sport i pandemia
Podczas olimpiady kibice nie mogli dopingować sportowców walczących o medale. Impreza przeszła do historii z powodu ograniczeń i zmian wynikających z pandemii koronawirusa, który sterroryzował świat i zmusił MKOl do przełożenia igrzysk o 12 miesięcy. Czas do zapalenia znicza był okresem pełnym obaw o zdrowie uczestników, protestów i niepewności. Zredukowano znacząco liczbę gości. Stojąc na płycie stadionu podczas ceremonii zakończenia igrzysk, cieszyłem się tak jak i pozostali jej uczestnicy, że ludzkość pokonała na sportowej arenie COVID-19 i igrzyska się odbyły. Nie można sobie przecież wyobrazić świata bez tej największej imprezy sportowej. Owacyjnie przyjęliśmy moment przekazania flagi olimpijskiej. Burmistrz Tokio Yuriko Koike wręczyła ją Annie Hidalgo, która sprawuje funkcję mera Paryża, zatem w 2024 r. – po 100 latach – stolica Francji ponownie będzie gościć sportowy świat.

Olimpijskie statystyki
Biało-czerwoni zdobyli w Japonii 14 medali, w tym pięć srebrnych i pięć brązowych. Uzyskali najlepszy wynik od igrzysk w Sydney w 2000 r., gdzie również 14 razy stanęli na podium, wówczas jednak sześciokrotnie na jego najwyższym stopniu. 14 krążków dało Polsce siedemnastą lokatę w tabeli medalowej japońskich igrzysk. Na arenach zaprezentowało się 211 polskich zawodniczek i zawodników. W igrzyskach wystąpiło ponad 11 tysięcy sportowców z 206 krajów, którzy zdobyli 339 kompletów medali w 33 dyscyplinach. To też rekordowa liczba. W dotychczasowych olimpijskich startach w letnich igrzyskach w latach 1924–2021 biało- -czerwoni wywalczyli 297 medali, 72 złote, 89 srebrnych i 136 brązowych. 

Jerzy Jakobsche
BIUM 09/2021

 


Stowarzyszenie "Nasze Łomianki"

W tym roku mija 20 lat działalności stowarzyszenia. Dla czytelników biuletynu historię grupy i projekty, które zrealizowała, opisuje Andrzej Kaliński.

Ostatnie lata są dla nas wszystkich trudne i nie sprzyjają świętowaniu, więc zamiast tradycyjnego z tej okazji uroczystego spotkania proponujemy opowieść o naszych początkach i nie tylko.

Niezależna gazeta
Trzeba uczciwie przyznać, że stowarzyszenie powstało niejako przy okazji… Wszystko zaczęło się od pomysłu naszego „ojca założyciela” Wojciecha Krawczaka, by stworzyć w Łomiankach niezależną gazetę lokalną. Pomysł spotkał się z zainteresowaniem, bo wydawana przez Urząd „Gazeta Łomiankowska” była, oględnie mówiąc, trochę jednostronna w prezentowanych materiałach. Dość sprawnie udało się zebrać grono kilkunastu osób i w kwietniu 2001 r. ukazał się pierwszy numer miesięcznika „Nasze Łomianki”. Natomiast stowarzyszenie o dość skomplikowanej początkowo nazwie – Regionalne Stowarzyszenie Promocji Łomianek – zarejestrowane zostało w Krajowym Rejestrze Sądowym w listopadzie tego samego roku.

Książki o historii Łomianek
Początkowo koncentrowaliśmy się prawie wyłącznie na redagowaniu i wydawaniu pisma, ale szybko okazało się, że to nam nie wystarcza. Duże zainteresowanie cyklem artykułów Ewy Pustoły-Kozłowskiej o historii Łomianek skłoniło nas do podjęcia pracy nad wydaniem książki o tej tematyce. Tak powstała nasza pierwsza pozycja wydawnicza „Dawne Łomianki”. Później były kolejne: „Wojenne Łomianki” Kazimierza Medyńskiego, „Spacerownik po Łomiankach” oraz album „Łomianki, nie taka mała ojczyzna” Ewy Pustoły-Kozłowskiej.

Cmentarz protestancki
Ciekawą, chociaż niezbyt chyba docenianą pozycją był „Niezbędnik mieszkańca Łomianek”, który w założeniu miał pomagać mieszkańcom w różnych domowych sprawach. W formie broszur ukazały się również historie osiedla Buraków oraz Dziekanowa Leśnego, z którym wiąże się nasza kolejna akcja – ratowanie zabytkowego cmentarza protestanckiego. Leżący na granicy Dziekanowa Leśnego i Puszczy Kampinoskiej cmentarz był już prawie niewidoczny pod grubą warstwą liści i krzaków. Współpraca z dyrekcją Kampinoskiego Parku Narodowego, finansowa pomoc sponsorów i wiele godzin pracy sporej grupy osób przyniosły oczekiwany efekt – cmentarz został udostępniony zwiedzającym. 

Renowacja nagrobka Melity Kohlsówny
Stowarzyszeń powstaje wiele, jednak przetrwać i działać potrafią tylko nieliczne. Dlatego cieszy nas ogromnie, że takich organizacji jest w Łomiankach coraz więcej, a nasza współpraca z nimi jest świetnym przykładem, że wspólnie można zrobić naprawdę dużo. Warto podkreślić dobrą współpracę z obecnymi władzami Urzędu Miejskiego. Dzięki uzyskanemu dofinansowaniu wyremontowaliśmy piękny nagrobek Melity Kohlsówny, od kilku lat organizujemy zajęcia jogi, a w tym roku również gimnastykę korekcyjną dla dzieci.

Siła przyjaźni
W 2008 r. ukazał się ostatni numer miesięcznika „Nasze Łomianki”. Trud redagowania, wydawania i znacznego finansowania gazety okazał się zbyt wielki. Postanowiliśmy jednak zachować „Nasze Łomianki” w nazwie stowarzyszenia. Od 2016 r. posiadamy status organizacji pożytku publicznego. Dzięki przyjaźni, która połączyła członków i sympatyków stowarzyszenia, trwa ono nadal. Tradycyjne spotkania z okazji świąt, organizowane przez wiele lat bale karnawałowe, wycieczki lokalne, krajowe i zagraniczne, spotkania przy winie, pikniki, wyprawy ornitologiczne, a ostatnio spotkania koła brydżowego to wydarzenia, na które wszyscy z radością zawsze czekaliśmy i czekamy, szczególnie teraz, gdy możliwości są mocno ograniczone. Mamy nadzieję, że już wkrótce nasze życie powróci do normalności i będziemy mogli w radośniejszych okolicznościach świętować kolejną rocznicę.

Więcej informacji: www.naszelomianki.pl

Andrzej Kaliński
BIUM 08/2021
 


Projekt migaMY

Przedstawiamy projekt społeczny, który przełamuje stereotypy dotyczące osób głuchych. Opisuje go dla nas jego współautorka, licealistka z Łomianek.

Mam na imię Marysia i mieszkam w Łomiankach od urodzenia, a moja rodzina jest związana z tym miejscem od pokoleń. Wspólnie z Agatą i Wiki jesteśmy trzema warszawskimi licealistkami tworzącymi projekt społeczny migaMy, którego celem jest przełamywanie stereotypów krążących wokół społeczności osób głuchych. 

Błędne przekonania
Wiele osób może w tym momencie pomyśleć, dlaczego „głuchych”? Nie łagodniej byłoby powiedzieć „głuchoniemych” bądź po prostu „niesłyszących”? Okazuje się, że to właśnie forma „głuchoniemy” może być odbierana jako obraźliwa. Dlaczego? Odpowiedzi na to i podobne pytania staramy się przybliżać w ramach naszego projektu jak najszerszemu gronu odbiorców. Problem, jaki dostrzegłyśmy w społeczeństwie, ale też w nas samych, to mimowolne wykluczanie osób głuchych oraz błędne opinie na temat ich społeczności.

Krzywdzące oceny
Zauważyłyśmy, że gdyby nie ten projekt, to jeszcze przez długi czas patrzyłybyśmy na osoby niesłyszące wyłącznie przez pryzmat ich niepełnosprawności. Najgorsze w takim podejściu jest to, że ludzie brną w kolejne błędne przekonania. Utrudniona komunikacja sprawia, że tworzą się krzywdzące stereotypy – mniej rozumiejący, mniej komunikatywny, a przez to w jakimś stopniu gorszy. Długo zastanawiałyśmy się nad naszymi przekonaniami i wyobrażeniami. W większości przypadków nie wynikają one ze złośliwości czy z braku poszanowania dla drugiej osoby. Głównym problemem jest tutaj niewiedza.

Brak wiedzy
Nikt nas nie uczył o osobach głuchych, bo nie mówi się o nich zbyt często. Dla słyszących to bardzo odległy temat, szczególne jeżeli w bliższym otoczeniu nie ma osoby głuchej. Z tego powodu nasze głowy są pełne schematów myślowych, które trzeba przełamywać. To była główna przyczyna powstania projektu migaMY. Chcemy dzielić się własnym doświadczeniem i wiedzą, którą zdobywamy na kursach polskiego języka migowego, i wspólnie z naszymi odbiorcami przełamywać kolejne stereotypy.

Akcje pomocowe
Pomysł na migaMY nie przyszedł od razu, jednak od dawna czułyśmy chęć stworzenia projektu, który pomoże innym ludziom. Wszystkie należymy do zespołu Pieśni i Tańca UW Warszawianka. Jako zespół angażujemy się w akcje charytatywne w formie Szlachetnej Paczki czy corocznych koncertów ,,Podaj Serce”, z których fundusz przekazywany jest na rzecz Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego. Takie akcje wykształciły w nas wrażliwość oraz potrzebę pomocy innym i zrodziły pomysł na projekt dotyczący właśnie społeczności osób niesłyszących.

Media społecznościowe
Tworzymy posty oraz relacje, w których w przystępny sposób przekazujemy ważne informacje i próbujemy przełamywać stereotypy. Co tydzień zapraszamy osoby głuche, które odpowiadają na pytania zadawane przez naszych obserwatorów. W każdą środę na Instagramie pokazujemy kilka słówek lub zwrotów w polskim języku migowym. Prowadzimy blog, na którym poruszamy tematy wymagające wyjaśnień, pojawiamy się w przedszkolu „Kółko Graniaste” w Warszawie i zaznajamiamy dzieci z językiem migowym. Stworzyłyśmy też film edukacyjny skierowany do naszych rówieśników – uczniów liceów i ostatnich klas szkół podstawowych, a na kanale YouTube tworzymy serię podcastów i filmów z napisami.
Więcej informacji: https://www.migamyprojekt.pl

Maria Błażewska
BIUM 07/2021
fot: Krzysztof Szpila


Plastusiowo

Przygody małego plastelinowego ludzika poznaje każdy pierwszoklasista. Z okazji Dnia Dziecka chcemy przypomnieć o Plastusiu, pisarce Marii Kownackiej i jej niezwykłym domu w Łomiankach.

Praca nauczycielki
Początki były trudne. Maria Kownacka urodziła się w 1894 r. w miejscowości Słup koło Kutna. Wcześnie osierocona, z powodów finansowych została nauczycielką. Praca z dziećmi sprawiła, że zaczęła dla nich wymyślać, a potem zapisywać krótkie opowiadania. W 1918 r. w majątku Krzywda na Podlasiu założyła nawet tzw. szkołę ludową i organizowała amatorskie przedstawienia.

Czasopisma dla dzieci
Debiut literacki nastąpił w 1919 r., gdy nawiązała kontakt z redaktorką Heleną Radwanową. Od tego czasu pisała do „Płomyczka” i innych czasopism dla dzieci wydawnictwa Nasza Księgarnia. Z czasem opowiadania zaczęto publikować w formie książek. Utwory szybko zyskały uznanie, może dlatego, że zawsze była blisko dzieci i ich spraw. Znaczącą rolę odegrała jej historia, w autobiografii zapisała: „Po wyjątkowo ciężkim, osieroconym dzieciństwie i młodości nigdy nie podaję dzieciom rzeczy smutnych. Wszystko, co piszę, staram się utrzymać w jasnych kolorach, tak żeby na dziecięcej buzi wywołać uśmiech”.

Plastuś z piórnika
W 1929 r. pisarka przeprowadziła się do Warszawy. W mieszkaniu przy ul. Słowackiego 5/13 m 74 mieści się obecnie poświęcona jej Izba Pamięci, będąca jednocześnie oddziałem Muzeum Książki Dziecięcej. Można tu zobaczyć księgozbiór pisarki, rękopisy, listy, albumy z prywatnymi fotografiami, lalki teatralne i oczywiście Plastusia. Najbardziej znana książka Marii Kownackiej „Plastusiowy pamiętnik” ukazała się w 1936 r., choć opowiadania o maleńkim ludziku z plasteliny, który mieszka w piórniku Tosi, zamieszczał już pięć lat wcześniej „Płomyczek”.

W Łomiankach
W 1939 r. pisarka kupiła plac pod dom letniskowy w Łomiankach przy ul. Szpitalnej. Wybuch wojny zmienił jej plany – na początku przebywała poza Warszawą, by powrócić do miasta tuż przed wybuchem powstania. Wówczas redagowała gazetkę dla dzieci „Dziennik dziecięcy”. Trudne powojenne czasy sprawiły, że domek w Łomiankach powstał dopiero w 1958 r. Nazwała go Plastusiowo.

Ptaki i gobeliny
W Łomiankach pisarka spędzała dużo czasu. Tu powstawały jej kolejne książki, m.in. „Na tropach węża Eskulapa” czy „Za żywopłotem”, ale tu także tkała gobeliny, tworzyła miedzianą biżuterię, robiła przetwory i obserwowała ptaki. Przyroda była jej wielką pasją. Wydała nawet z Marią Kowalewską dwutomową książkę „Głos przyrody” – rodzaj encyklopedii przyrodniczej przeznaczonej dla najmłodszych. W sumie napisała około sześćdziesięciu książek dla dzieci, a za swoją twórczość otrzymała wiele nagród, m.in. Order Uśmiechu.

Co zostało z Plastusiowa?
Maria Kownacka zmarła w 1982 r. i została pochowana na Starych Powązkach. Na jej grobie do dziś można zobaczyć figurkę Plastusia, a czasem prawdziwe ludziki z plasteliny przyniesione przez dzieci. W Łomiankach wiele się zmieniło. Nowi właściciele przebudowali domek, ale wciąż na płocie wisi tabliczka przypominająca o dawnej lokatorce Plastusiowa.

opracowanie: Monika Brodowska
BIUM 05/2021


Rezerwat Ornitologiczny

Ławice Kiełpińskie to jedno z piękniejszych i najcenniejszych przyrodniczo miejsc w gminie Łomianki.

Rezerwat powstał w 1998 r. z inicjatywy Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, by chronić miejsca gniazdowania i lęgu ptactwa wodno-błotnego. Ten niezwykle malowniczy obszar obejmuje rzekę, piaszczyste wyspy i ławice, urwiste brzegi, stare zadrzewienia łęgowe, wilgotne łąki oraz zarośla tworzące bezcenne siedliska dla różnych gatunków zwierząt. Całkowita powierzchnia rezerwatu wynosi 803 ha. To drugi co do wielkości rezerwat na Mazowszu i jeden z 15 utworzonych na Wiśle rezerwatów ornitologicznych. Jego przyszłość budzi jednak uzasadnione obawy. Poważnym problemem są coraz liczniej obserwowane obce i inwazyjne gatunki roślin i zwierząt, a także działalność człowieka.

Okiem… ornitologa

O rezerwat i jego mieszkańców zapytaliśmy dr. inż. Adama Olszewskiego, głównego specjalistę ds. ochrony przyrody w Kampinoskim Parku Narodowym.

Jakie ptaki można tu zaobserwować?

W ciągu roku to ok. 150 gatunków, a ok. 50 z nich odbywa tu lęgi. Do najcenniejszych należą rybitwy (białoczelna i rzeczna), mewy (siwa i śmieszka), sieweczki (obrożna i rzeczna), brodziec piskliwy, zimorodek i tracz nurogęś. W okresie przelotów marzec–kwiecień i sierpień–październik można tu spotkać m.in. gęsi (gęgawe, tundrowe i białoczelne), łabędzie nieme, ohary, żurawie, ostrygojady, czajki, bataliony, cyraneczki. Natomiast zimą – tracze bielaczki, gągoły i koncentracje kilku–kilkunastu bielików.

To cenny obszar z punktu widzenia ornitologa.
Bardzo. Rezerwat poza wodami płynącymi to piaszczyste łachy i wyspy z lasami łęgowymi, które są najrzadszymi typami siedliskowymi w kraju. Taka mozaika w ciągu całego roku w korycie dużej rzeki, która stanowi także jeden z najważniejszych szlaków migracyjnych ptaków w Polsce, to ważny element w ich życiu. Najistotniejszą sprawą dla ptaków jest zasobność tego terenu w pokarm dla wielu gatunków, nie tylko wodno-błotnistych, ale także, a może przede wszystkim dla ptaków wróblowych, które odbywają tu lęgi w znacznie większych zagęszczeniach niż w zwykłym lesie. W okresie lęgowym można tu zobaczyć także bociana czarnego i bielika, które przylatują m.in. z lęgowisk w KPN, aby zdobywać pokarm dla piskląt.

Kiedy najbardziej lubi Pan tu przychodzić?
Wiosną, wczesnym rankiem. Wtedy widok i eufoniczne dźwięki tworzą jeden z najpiękniejszych spektakli przyrody. Od weekendu majowego przez mniej więcej trzy tygodnie tym chórem przewodzić będzie jeden z najlepszych śpiewaków w tej części Europy – słowik szary.

Co powinien wiedzieć każdy spacerowicz?
W okresie lęgowym, czyli od połowy kwietnia do końca sierpnia, absolutnie nie należy wchodzić na piaszczyste łachy, gdzie znajdują się trudno zauważalne gniazda, a potem pisklęta mew, rybitw, sieweczek i piskliwca. Część tych gatunków jest zagrożona wyginięciem w Polsce i Europie. Przez cały rok powinniśmy zachowywać się tam cicho, żeby nie powodować stresu u zwierząt, które spłoszone opuszczają to miejsce. Poza ptakami żyją tam m.in. wydry i bobry, a z lądu często zaglądają łosie i lisy. Oczywistą sprawą jest niepozostawianie żadnych śmieci, dotyczy to nie tylko turystów, lecz także wędkarzy.

opracowanie: Marta Nowicka, Monika Brodowska
BIUM 05/2021


Jan Rybak

honorowy obywatel miasta Łomianki, wieloletni pedagog i mieszkaniec Dziekanowa Leśnego, zmarł 18 marca 2021 r. Miał 101 lat.

Publikujemy wspomnienie o zmarłym autorstwa jego wnuka, Grzegorza Konfederaka.

Chciałbym przedstawić czytelnikom osobę Jana Rybaka, wieloletniego mieszkańca Dziekanowa Leśnego, który odszedł od nas 18 marca 2021 roku w wieku 101 lat. 1 maja tego roku dziadek obchodziłby 102. urodziny. Życiorys Jana jest tak niezwykły i bogaty, że w tym artykule możemy jedynie wspomnieć najważniejsze wydarzenia jego długiego i wyjątkowego życia. Każdy z poniżej opisanych tematów składa się z dziesiątków historii, których miałem przyjemność wysłuchać i nagrać podczas długich rozmów, jakie prowadziłem z dziadkiem za jego życia.

Jan Rybak pochodził z polskiej rodziny. Jego ojciec, mój pradziadek Władysław Rybak, urodził się w miejscowości Czerniewice, położonej koło Tomaszowa Mazowieckiego. W rodzinie pradziadka pielęgnowano polskie tradycje i patriotycznego ducha, dlatego Władysław będąc młodym mężczyzną wstąpił do Pułku Ułanów w Legionach Polskich pod wodzą Józefa Piłsudskiego. Stacjonując na Wołyniu poznał swoją żonę Marię Biskupską. Ze związku w 1919 roku narodził się Jan Rybak. Dziadek był najstarszym synem, miał brata oraz pięcioro przyrodniego rodzeństwa. Mieszkali w Lachowcach (obecny Białogórsk), który po zakończeniu I wojny światowej pozostał po stronie Związku Radzieckiego. Dzieciństwo oraz lata szkoły średniej spędził wraz z rodzeństwem na Wołyniu.

W 1930 roku po raz pierwszy aresztowano jego ojca Władysława. Mama Jana zmarła niebawem po aresztowaniu męża. Władysław opuścił areszt, jednak szykanowanie jego i rodziny nasilało się. Dwukrotnie cała rodzina cudem uniknęła zsyłki na Syberię. Sytuację dodatkowo pogarszał głód panujący na Ukrainie w tamtym okresie. Pradziadek Władysław został ponownie aresztowany i stracony za zbrodnię bycia Polakiem patriotą. Zrehabilitowano go, uznając za niewinnego, w 1989 roku. Jan Rybak dla własnego bezpieczeństwa opuścił dom rodzinny. Dwa lata mieszkał w Tulczynie, gdzie ukończył dwuletni Instytut Pedagogiczny.

W 1939 roku dziadek został powołany do sił zbrojnych Związku Radzieckiego. W wojsku ukończył kurs kierowców i mechaników czołgu T-34. Stacjonował w Grodnie w 25. brygadzie pancernej. Wybuch II wojny światowej zastał go w fabryce czołgów w Moskwie, gdzie został wysłany z transportem wozów bojowych. Po wybuchu wojny dziadek został skierowany na północ, gdzie brał udział w wojnie zimowej (kampanii fińskiej). Pomiędzy 1940-42 rokiem dziadek był instruktorem przyszłych czołgistów, a we wrześniu 1942 roku, jako kierowca T-34 wraz z dużym zgrupowaniem czołgów, brał udział w walkach pod Wielkimi Łukami, gdzie armia niemiecka rozbiła jego brygadę.

Jan dostał się do niewoli niemieckiej. Wraz z 800 jeńcami przewieziono go na stację w Stołpcach i umieszczono w starym kamieniołomie. Niemieccy oprawcy nie przejmowali się losami jeńców, warunki w jakich byli przetrzymywani były dramatyczne, brakowało jedzenia, wody oraz podstawowych leków dla rannych. Z grupy jeńców dziadkowi Jankowi udało się zbiec z pomocą polskiej pielęgniarki, która pracowała w zajętym przez Niemców szpitalu w Stołpcach. Ona też pomogła mu znaleźć pracę w dziale gospodarczym w/w szpitala. Z biegiem czasu dziadek Jan, przy pomocy lekarza pochodzenia polskiego, nawiązał kontakt z ruchem oporu, działającym na tamtych terenach. Przez kolejne miesiące dziadek przemycał leki dla partyzantów, często narażając własne życie. Kiedy front wschodni ruszył na zachód spychając Niemców ze swoich pozycji w Rosji, dziadek ponownie został wcielony do armii rosyjskiej jako kierowca i mechanik czołgu T-34.

Na terenach Polski Jan poznał moją babcię Weronikę Homzę, z którą wziął ślub. Wykształcenie pedagogiczne pozwoliło mu opuścić szeregi armii w celu organizacji szkół na terenach polskich zajmowanych przez nowego okupanta – Związek Radziecki. Niestety, patriotyczne korzenie rodziny dziadka oraz domniemane powiązania z Armią Krajową doprowadziły do aresztowania Jana Rybaka. Bez postawienia żadnych zarzutów dziadek został zesłany do obozu w Workucie w republice Komi na dalekiej Syberii. W obozie przebywał ponad pięć lat.

Wspomnienia oraz opowieści z obozu to materiał na osobną książkę. Testamentem jego osobowości jest fakt, że kończąc wyrok w obozie pracy, dziadek był kierownikiem magazynu fabryki na terenie łagru z ofertą pracy po zakończeniu „odsiadki”. Na skutek starań żony Weroniki oraz jej brata, dziadek uzyskał w 1951 roku zezwolenie na wyjazd do Polski. Dziadek wrócił do babci, która pracowała wówczas w sanatorium przeciwgruźliczym w Dziekanowie Leśnym i tam też mieszkała. Jego rozłąka z żoną trwała ponad sześć lat.

W 1951 roku Jan podjął pracę w charakterze administratora w sanatorium w Dziekanowie Leśnym. W latach 1953-1959 studiował w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie, gdzie obronił tytuł magistra ekonomii. Studiował także w Państwowym Instytucie Pedagogiki Specjalnej, po ukończeniu którego zdobył kwalifikację do pracy w placówkach oświatowych szkolnictwa specjalnego. Bardzo interesował się losem przewlekle chorej młodzieży i przyczynił się do powstania liceum ogólnokształcącego przy sanatorium w Dziekanowie Leśnym oraz do utworzenia szkoły podstawowej w wojewódzkim szpitalu dziecięcym, która istnieje do dziś.

Od 1955 roku dziadek pracował w szkole specjalnej jako nauczyciel, wicedyrektor oraz dyrektor. W latach 60. Jan zorganizował zespół artystyczny składający się z nauczycieli szkoły, który uświetniał akademie rocznicowe i występował w różnych miastach Polski, otrzymując liczne nagrody. W 1971 roku za pracę w szkolnictwie Jan Rybka został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, a w 1983 roku uchwałą Rady Państwa został odznaczony za szczególnie wyróżniającą się pracę pedagogiczną Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jako nauczyciel pracował ponad 36 lat. Warto przy tym wspomnieć, że dziadek nigdy nie wstąpił do partii komunistycznej, pomimo ciągłych nacisków ze strony władz.

Dziadek pełnił różne funkcje społeczne, szczególnie w społecznym komitecie do spraw elektryfikacji i telefonizacji Dziekanowa Leśnego, później Bajkowego. Był honorowym obywatelem miasta Łomianki. Jan Rybak był człowiekiem niezłomnym, stawiającym sobie bardzo ambitne cele. Nieważne, czy celem było przeżycie kolejnego dnia łagru, kolejnej bitwy, czy celem było stworzenie szkoły przyszpitalnej. Dzięki ogromnej determinacji, chęci życia i nadprzeciętnej inteligencji, dziadek szedł przez życie na własnych warunkach. Testamentem jego charakteru są liczne odznaczenia wojenne oraz cywilne.

73 lata przeżył z żoną Werą. Babcia odeszła w 2016 roku. Za życia doczekał się córki Ireny, pięciorga wnucząt: Mikołaja, Katarzyny, Grzegorza, Marty, Marii oraz ośmiorga prawnucząt: Asi, Uli, Szymona, Franka, Stasia, Mai, Tymona oraz Elona. Można śmiało powiedzieć, że Jan Rybak był prawdziwym mężczyzną XX wieku, wzorem do naśladowania, a ja i cała nasza rodzina z głębi serca dziękujemy opaczności za czas jaki dała nam u jego boku.

Grzegorz Konfederak
BIUM 04/2021
fot. Irena Konfederak
 


Wiesław Bocheński

reprezentant Polski na Igrzyskach XIX Olimpiady w zapasach w stylu wolnym. Mieszkańca Łomianek pokonał najgroźniejszy z jego dotychczasowych przeciwników – koronawirus. Zmarł 7 marca 2021 r. Miał 77 lat.

Popularny w zapaśniczym światku, mierzący 192 cm „Długi”, urodził się 7 stycznia 1944 r. w Warszawie. Dyscyplinę, której poświęcił sportowe życie, uprawiał w stołecznych klubach: Drukarzu (1964–1968) oraz Gwardii (1968–1978). Na mistrzostwach Europy w Karlsruhe (1966) uplasował się na szóstym miejscu, a dwa lata później w Skopje na czwartym. W olimpijskim starcie w Meksyku w wadze powyżej 97 kg przypadła mu 11-12. lokata. Pięć razy zdobył tytuł wicemistrza Polski w kategorii powyżej 100 kg: w 1970 r. w Łodzi, 1971 r. w Poznaniu, 1972 r. w Rzeszowie, 1973 r. w Poznaniu oraz w 1974 r. w Rzeszowie. 29 czerwca 1979 r. uzyskał w Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie tytuł magistra sportu.

Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi przyznanym przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego, Srebrną Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej” i Złotą Gwiazdą Polskiego Związku Zapaśniczego oraz odznaką za Zasługi dla Sportu i Turystyki Województwa Stołecznego Warszawskiego. Wyróżniony za wybitny wkład w rozwój warszawskich zapasów przez Warszawski Okręgowy Związek Zapaśniczy. Posiadał jubileuszowy medal za wybitne zasługi w rozwoju sportu zapaśniczego w Polsce, a od 11 grudnia 1973 r. tytuł mistrza sportu w zapasach za wybitne osiągnięcia sportowe.

Jerzy Jakobsche,
członek zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego
BIUM 04/2021
 


Zapomniana mistrzyni

Elżbieta Katolik, dziewięciokrotna mistrzyni Polski i czołowa biegaczka na średnich dystansach w latach 70. XX w., pochodziła z Łomianek.

Talent biegaczki odkryto w 1966 r. podczas zawodów szkolnych. Wkrótce zaczęła trenować w warszawskim klubie Spójnia, który reprezentowała do 1973 r.

Wielkie sukcesy
Po raz pierwszy mistrzynią Polski została w 1970 r., po trzech latach treningów. W 1973 r., po udanych startach międzynarodowych, zdecydowała się zmienić klub i od tej pory reprezentowała Wisłę Kraków. W tym samym roku ustanowiła rekord Europy w biegu przez płotki na 400 m. Nie było wątpliwości, że pojawiła się nowa gwiazda polskiej lekkoatletyki. W 1974 r. w Göteborgu czasem 2:02,38 ustanowiła nowy halowy rekord Europy i zdobyła złoty medal halowych mistrzostw Europy. Wywalczyła jeszcze dwa brązowe medale – w Rotterdamie (1973) i San Sebastian (1977). Ponadto zdobyła srebrny medal w sztafecie podczas Europejskich Igrzysk Halowych w Belgradzie 1969.

Medale i rekordy
Była pierwszą Polką, która przebiegła 800 m poniżej dwóch minut (rekord życiowy 1:57,26 padł w 1980 r. w Budapeszcie). Siedem razy stawała na najwyższym stopniu podium halowych mistrzostw Polski na dystansie 400 m. Zdobywała również srebrne i brązowe medale mistrzostw Polski. Ustanowiła 22 rekordy Polski na dystansach: 400, 800, 1000, 1500 i 400 m przez płotki, również w sztafetach 4 x 400 m w klubie i w reprezentacji. Była czterdziestokrotną reprezentantką Polski w latach 1969– 1981 w 68 startach – w dziewięciu zwyciężyła. Brała udział w Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 r. i Moskwie w 1980 r.

Plebiscyt „Lekkoatletyki”
Przeglądając materiały prasowe sprzed lat, można przeczytać, że kochała sport i lekkoatletykę. „Chcę zrobić dobry wynik, pobić rekord świata, zdobywać medale. Nie chcę być przeciętna” – powtarzała w wywiadach. Była poważana i lubiana. W 1973 r. zajęła drugie miejsce w plebiscycie miesięcznika „Lekkoatletyka” na najlepszą zawodniczkę roku. Wyprzedziła ją jedynie Irena Szewińska. Karierę Elżbiety Katolik (z d. Skowrońskiej) przerwał wypadek samochodowy. Zginęła 1 lipca 1983 r. pod Sieradzem. Miała 34 lata.

Rekordy życiowe
 Szkoleniowcy i komentatorzy sportowi wielokrotnie podkreślali wielki talent biegaczki. Uważano, że stać ją było nawet na poprawienie rekordu świata oraz zdobycie medalu olimpijskiego. Tego nie udało się osiągnąć, ale wyniki zapewniły jej miejsce w czołówce lekkoatletek lat 70. i początku lat 80. XX w. Osiągnęła następujące rekordy życiowe:
• 400 m: 52,73 (13.07.1977 Warszawa)
• 800 m: 1:57,26 (11.08.1980 Budapeszt)
• 1000 m: 2:37,80 (21.08.1974 Berlin)
• 1500 m: 4:14,00 (16.08.1976 Nicea)
• 400 m przez płotki: 56,91 (30.07.1977 Bydgoszcz)

Pamięć o biegaczce jest wciąż żywa w powiecie sieradzkim, gdzie od lat organizowane są Biegi Przełajowe im. Elżbiety Katolikowej. Rywalizacja odbywa się na różnych dystansach w kilku kategoriach wiekowych dzieci i młodzieży.

opracowanie: mn na podstawie archiwum przyjaciół i sportowahistoria.pl
BIUM 4/2021
fot. archiwum historiawisly.pl
 


Mieszkaniec z sentymentu

Kto pamięta jeszcze pomarańczowy znak CPN albo kolorowe plany na stacjach I linii warszawskiego metra? Ich współprojektantem był znakomity designer i mieszkaniec Łomianek – Ryszard Bojar, którego czwartą rocznicę śmierci obchodziliśmy 23 lutego br.

Ryszard Bojar urodził się w 1932 r. w Mławie. Mieszkał i kształcił się w wielu miejscach, a do Łomianek przeprowadził się w latach 80. i tu otworzył pracownię artystyczną. Do najbardziej rozpoznawalnych jego prac należą kompleksowa identyfikacja wizualna CPN, którą współtworzył jako kierownik i koordynator zespołu projektowego; modularny system wiat przystankowych dla Warszawy; znak firmowy FSM; znak firmowy Predom; znak Spółdzielni Kółek Rolniczych oraz informacja wizualna I linii warszawskiego metra.

Studia i stypendia

Po wojennej tułaczce osiadł we Wrocławiu, gdzie postanowił rozwijać artystyczne zdolności w liceum plastycznym. Pozostawał wówczas pod wrażeniem lektury angielskich książek i artykułów z „Głosu Anglii” i zaczął się interesować nowym zawodem „twórcy materialnego otoczenia człowieka”, czyli designera. W 1951 r. rozpoczął studia we wrocławskiej PWSSP, a po pierwszym roku przeniósł się na warszawską ASP i studiował architekturę wnętrz m.in. u prof. Jerzego Sołtana. Jako zdolny student uzyskał w 1956 r. stypendium ministra kultury i sztuki i odbył praktyki w Czechosłowacji w zakresie projektowania przemysłowego. W 1958 r. otrzymał dyplom z wyróżnieniem, a dwa lata później prof. Sołtan wysłał go na roczne studium podyplomowe do USA i Niemiec, by tam zapoznał się z nowoczesnym projektowaniem pod okiem światowej sławy designerów.

Dokonania zawodowe

 Solidne wykształcenie oraz pasja twórcza musiały zaowocować. Podczas długiego i intensywnego życia zawodowego opracował wiele projektów z dziedziny wzornictwa przemysłowego, architektury wnętrz i grafiki użytkowej. Pracował w różnych ośrodkach związanych z wzornictwem. Był autorem niezliczonych publikacji o tej tematyce, a także wykładowcą akademickim oraz uczestnikiem i prelegentem licznych krajowych i zagranicznych zjazdów, konferencji i kongresów poświęconych temu zagadnieniu. Współuczestniczył też w założeniu polskiego Stowarzyszenia Projektantów Form Przemysłowych. Po przejściu na emeryturę zajął się upowszechnianiem w Polsce szwedzkiego Naturalnego Systemu Barw (NCS), niezwykle przydatnego narzędzia w projektowaniu.

Artystyczna enklawa

Do Łomianek czuł sentyment jeszcze od czasów studenckich, kiedy mieszkał w domu wujostwa Marii i Józefa Makólskich przy ul. Majowej (obecnie ul. Piaskowa 4), ale znał je też z wcześniejszych opowiadań ich córki, a swojej siostry ciotecznej Hanny, która podczas wojny, w 1940 r. została na jakiś czas odesłana z Warszawy do stryja Zygmunta Makólskiego do Łukaszówka (obecnie ul. Racławicka), gdzie była świadkiem niektórych scen opisanych w drugim rozdziale książki „Kamienie na szaniec”. W 1964 r. Ryszard Bojar kupił od rodziny Makólskich – właścicieli majątku Raj – działkę przy obecnej ul. Zachodniej, a następnie w latach 80. wybudował na niej dom z pracownią plastyczną. Do podobnych działań namówił także znajomych plastyków, czego rezultatem było powstanie w tym rejonie szczególnej artystycznej enklawy.

Joanna Bojar-Antoniuk
BIUM 3/2021
fot.: R.Kozakiewicz, dzięki uprzejmości rodziny R.Bojara


Misjonarze w Kiełpinie

Działają w różnych krajach, gdzie prowadzą szkoły, ośrodki zdrowia i budują kościoły. A w Polsce? Kim są księża misjonarze mieszkający w Łomiankach i jaką rolę mają do wypełnienia?

Instytut Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia powstał w 1901 r. w Turynie z inicjatywy księdza Józefa Allamano. Obecnie zgromadzenie liczy ponad 1000 misjonarzy z różnych stron świata, którzy pracują w 30 krajach.

Ewangelizacja i pomoc
W Afryce i Ameryce Południowej zajmują się nie tylko ewangelizacją, lecz także pomocą humanitarną: budowaniem szkół, szpitali i studni, pomocą najuboższym na przedmieściach wielkich miast. W Europie misjonarze pracują w pięciu krajach: we Włoszech, w Hiszpanii, Portugalii, Wielkiej Brytanii i od 2008 r. w Polsce. Od listopada 2013 r. zgromadzenie ma siedzibę w Kiełpinie. Od tego czasu Łomianki stały się bazą, która umożliwia im pracę w Europie Wschodniej, głównie na Białorusi, Ukrainie i w Rosji. Zgromadzenie w Polsce Celem działania w Polsce jest propagowanie i szerzenie ducha misyjnego, współpraca z Kościołem i uczelniami, np. Uniwersytetem Warszawskim, organizowanie spotkań misyjnych oraz odwiedzanie szkół i parafii. Dla każdego misjonarza pierwszym zadaniem, jeszcze przed rozpoczęciem pracy misyjnej, jest nauka języka i poznawanie kultury kraju, do którego pojedzie. Ojciec Ashenafi z Etiopii mieszka w Pol sce już 11 lat i świetnie mówi po polsku. Naukę języka wspomina jednak następująco: „Język polski jest bardzo trudny, a jego nauka to długi proces, bo trzeba się go uczyć od podstaw”. Dodaje także żartobliwie, że aniołowie chyba „mówią w języku polskim, bo muszą się uczyć wiecznie”.

Działalność misyjna
Misjonarze chętnie włączają się w lokalne inicjatywy, ale przede wszystkim organizują wyjazdy misyjne, m.in. do Kenii, Mozambiku, Argentyny, Brazylii, Meksyku, Wenezueli, Mongolii czy Tajwanu. Podczas tych podróży priorytetem jest wsparcie medyczne i edukacyjne miejscowej ludności. Ojciec Ashenafi wspomina jeden z pobytów w Etiopii, gdy organizował obóz wakacyjny. Razem z ośmioma studentami z różnych stron Polski uczyli języka angielskiego, matematyki i plastyki oraz prowadzili zajęcia z pierwszej pomocy oraz zasad higieny w szkołach i przychodniach lekarskich.

Król Baltazar
 Jeden z ojców, Ditrick Sanga z Tanzanii, wzbudził powszechne zainteresowanie, gdy jako Baltazar pojawił się w ubiegłym roku w warszawskim Orszaku Trzech Króli. Ostatnio był gościem w jednym z programów telewizyjnych i stwierdził, że „Łomianki to świetne miejsce do życia”. Ojcowie mieszkający w Kiełpinie potwierdzają jego opinię i dodają, że Łomianki to przede wszystkim życzliwi i serdeczni ludzie.

Kaplica w Kiełpinie
Aktualnie w Kiełpinie mieszka dwóch misjonarzy – Ashenafi Yonas Abebe z Etiopii i Luca Bovio z Włoch, oraz dwóch kleryków – Patryk Okwaro z Kenii i Michael Mille z Tanzanii. Ojcowie Juan Carlos i Ditrick Sanga przenieśli się do Białegostoku, gdzie zgromadzenie zamierza otworzyć drugi dom w Polsce. Za domem ojców misjonarzy w Kiełpinie znajduje się skromna, drewniana kaplica (do 2018 r. msze były odprawiane w namiocie misyjnym), w której w każdą niedzielę odprawiane są nabożeństwa. Msza święta u misjonarzy wygląda tak samo jak w Kościele katolickim, choć trochę inny jest sposób prowadzenia nabożeństwa, który szczególnie przyciąga młodzież. Bezpośredniość, prostota i otwartość misjonarzy sprzyja nawiązywaniu dobrych relacji. Po mszy ojcowie zawsze znajdują czas na rozmowę i chętnie odpowiadają na wszystkie pytania.
 



Więcej informacji: Zgromadzenie Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia (Missionari della Consolata), ul. Rolnicza 219, Kiełpin, www.consolata.pl

BIUM 2/2021
mn
fot.: Luca Bovio
 


Spotkania z historią

Nieciekawa czy fascynująca? Pełna tajemnic czy dobrze udokumentowana? Zainteresowanych historią Łomianek zachęcamy do przeczytania nowej, bogato ilustrowanej książki Ewy Pustoły-Kozłowskiej „Łomianki – spotkania z historią”.

Jak przed laty żyli tu ludzie, czym się zajmowali, jakie były losy właścicieli ziemskich i zwykłych mieszkańców? Z książki dowiemy się także, jak kształtowały się tradycje patriotyczne na tym terenie, oraz poznamy historię rodziny Pothsów, do której od końca XVIII w. należały rozległe dobra ziemskie w granicach obecnej gminy Łomianki.

Pionierzy edukacji
Publikacja stanowi uzupełnienie pierwszej książki o historii naszego miasta „Dawne Łomianki”, która ukazała się 15 lat temu. Wydanie z 2020 r. zawiera nieznane wcześniej fakty i dokumenty historyczne, odnalezione podczas kwerendy w bibliotekach i hipotece. Autorka z niezwykłą starannością opisuje m.in. sylwetki pionierów miejscowych elit: oficerów Wojska Polskiego, lekarzy, adwokatów, nauczycieli. Z tego grona warto przywołać postać Teofila Jeziorskiego, który przybył wraz z rodziną do Łomianek w 1928 r., po wygraniu konkursu na kierownika szkoły. Jako pierwszy podjął starania o budowę placówki oświatowej z prawdziwego zdarzenia. Wzorowa organizacja szkoły, dobre wyniki w nauczaniu i wychowaniu młodzieży szybko zyskały uznanie władz oświatowych, czego wyrazem było odznaczenie Teofila Jeziorskiego w 1938 r. Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Kiełpin i łabędzie
Poznamy także historię i ciekawostki związane z pobliskimi miejscowościami. Choćby takie, że pierwsze wzmianki o Kiełpinie pochodzą z końca XIII w. A skąd nazwa, co oznacza? W przypadku Kiełpina nie jest to dokładnie wyjaśnione. Być może wskazówką będzie znaczenie słowa „kiełp”, które po kaszubsku oznacza łabędzia. Na Kaszubach i Pomorzu do dzisiaj istnieje kilka bardzo starych miejscowości o nazwie Kiełpin, Kiełpino, Kiełpinek, które należały do książąt mazowieckich.

Zabytki w Łomiankach
Autorka podejmuje również temat łomiankowskich zabytków. Opisuje drewniany kościółek z 1461 r., który ponad 400 lat stał w Kiełpinie przy skrzyżowaniu Kościelnej Drogi i ul. Ogrodowej. Wielokrotnie rozbudowywany i remontowany, zniszczony przez powódź w 1924 r., został rozebrany pomimo wartości historycznej i architektonicznej. Drewna z tego obiektu użyto do budowy nowej świątyni, ale już w innym miejscu – w centrum Łomianek. Zabytkiem, który również zniknął z mapy Łomianek w pierwszej połowie XX w., był zespół dworski położony nad Jeziorem Fabrycznym. To tylko dwa przykłady, o innych obiektach, wpisanych do rejestru zabytków, można już przeczytać w książce.

Książkę „Łomianki – spotkania z historią” będzie można wygrać w konkursach, które w 2021 roku zorganizuje Urząd Miejski.

BIUM 1/2021
opracowanie: mn
fot.: "Łomianki-spotkania z historią"


Artysta, nie celebryta

Zawodowo debiutował 20 lat temu na scenie warszawskiego teatru Roma w musicalu „Miss Saigon”. Od tego czasu nieprzerwanie występuje i nagrywa płyty. Jest jednym z najlepszych męskich głosów w Polsce. Mówi, że kocha swój zawód i tak samo jak poważnie traktuje śpiewanie, tak chciałby być postrzegany przez publiczność. „Jestem artystą, nie celebrytą” – dodaje z przekonaniem.

Zaskakujące początki
Z wykształcenia jest dyrygentem chóralnym, absolwentem szkół muzycznych 1. i 2. stopnia w klasie akordeonu oraz Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Co ciekawe, uczył się też w technikum ekonomicznym o profilu… eksploatacja pocztowa. Jak przyznaje, wybory szkolne zaskakują nawet jego, ale takie jest życie. Z uśmiechem przekonuje, że „Gdyby kariera artystyczna nie poszła po mojej myśli, to zawsze mogę pracować na przykład na poczcie w Łomiankach”.

Kariera i popularność
Od czasu debiutu zagrał w 12 musicalach około 2000 przedstawień. Występował w teatrach muzycznych w Gdyni i w Łodzi, Operze Białostockiej, gdzie grał rolę Judasza w przedstawieniu „Jesus Christ Superstar”, a obecnie tytułową rolę w spektaklu „Doktor Żywago”. Wydał cztery solowe płyty i wyśpiewał takie hity, jak: „Nieprawda”, „Życie na czekanie”, „Nie kłam, że kochasz mnie”, „Ja tu zostaję”, „U mnie maj”, „Tylko z Tobą chcę być sobą”. Bierze udział w różnorodnych projektach artystycznych i marzy o realizacji własnego kameralnego musicalu. Chciałby go pokazać na warszawskiej scenie muzycznej. Pomysł już jest, więc projekt rozpocznie się, gdy okoliczności zaczną wreszcie sprzyjać pracy zespołowej.

Sąsiad z Łomianek
Od ponad roku jest naszym sąsiadem. To kolejny artysta, który wybrał Łomianki. Dla Łukasza to miejsce sentymentalne. Dwie pierwsze płyty nagrał w studiu nagraniowym w Łomiankach, tu mieści się studio jego pierwszego producenta Piotra Siejki. Tutaj mieszkają jego znajomi i przyjaciele. Decyzję o przeprowadzce z Warszawy podjął spontanicznie i nie żałuje. Entuzjastycznie mówi: „Jestem zachwycony. To fantastyczne miejsce do mieszkania i odpoczywania – szlaki rowerowe, stadniny koni, korty tenisowe, basen, siłownia, bazarek. Wszędzie jest blisko i nie ma kolejek na poczcie ani w urzędzie. Ale jest jeden minus. Kiedy chcę przedostać się do Warszawy, to czasem trzeba postać w korku. Ale i tak żyje się tu bardzo wygodnie”. Stopniowo odkrywa okolicę i uwielbiawycieczki rowerowe w okolicy Wisły, przystani promowej czy po Kampinoskim Parku Narodowym.

Plany na nowy rok
Grudzień to dla niego bardzo pracowity czas. Nie tylko realizuje program telewizyjny, ale nagrywa też trzy koncerty. Pracuje nad nowym albumem, który – jak przekonuje – będzie hołdem oddanym wielkiemu polskiemu poecie piosenki. Niedługo rozpoczyna także pracę nad kolejnym solowym albumem. A jego najbliższe plany artystyczne związane są z Łomiankami. Razem z zaprzyjaźnionymi muzykami, też mieszkańcami Łomianek, przygotowuje koncert noworoczny. Czy wcześniej chciałby czegoś życzyć sąsiadom i słuchaczom? „Życzę wszystkim pięknych, cudownych świąt Bożego Narodzenia i aby nadchodzący 2021 rok był absolutnie niepodobny do 2020, żeby był zupełnie inny. Przede wszystkim szczęśliwy. I żeby był totalnym zaprzeczeniem tego, co wydarzyło się w tym roku”.

BIUM 12/2020
mn
fot. Wojtek Biały


Obszar Ochrony Ścisłej „Sieraków”

To największy i najbardziej wartościowy przyrodniczo obszar Puszczy Kampinoskiej.

W 1937 roku staraniem prekursora ochrony Puszczy Kampinoskiej, profesora Romana Kobendzy, utworzono w tej części puszczy rezerwat. W 1959 roku teren przekształcono w obszar ochrony ścisłej „Sieraków”, który obejmuje powierzchnię 1204,91 ha.

Do starego dębu
Położony jest zaledwie kilka kilometrów od granic Łomianek we wschodniej części puszczy, na trasie głównego (czerwonego) szlaku pieszego Puszczy Kampinoskiej. Zachodnim brzegiem obszaru ochrony ścisłej „Sieraków” biegnie ścieżka dydaktyczna „Do starego dębu” wytyczona przez Kampinoski Park Narodowy. Na trasie ścieżki znajdują się tablice informacyjne, które stanowią nieocenioną pomoc dla indywidualnego turysty.

Fauna…
Obszar ochrony ścisłej „Sieraków” jest jednym z najpiękniejszych przyrodniczo terenów Kampinosu. Obejmuje mieszankę klasycznych puszczańskich krajobrazów: wydmy paraboliczne, torfowiska i bagna. To wyjątkowe miejsce, gdzie w pobliżu dwumilionowego miasta żyje tak dużo gatunków dzikich zwierząt. Jest ostoją łosi, bobrów, bocianów czarnych. W okresie wiosenno-letnim można dojrzeć tu żurawie.

…i flora
Rosną tutaj lasy o naturalnym charakterze, stuletnie olsy, łęgi, a na wydmach – bory sosnowe. Tutaj też najliczniej występuje brzoza czarna. Wśród runa rezerwatu spotykane są m.in. chronione i rzadkie rośliny: buławnik czerwony, kokorycz pełna, kosaciec syberyjski, kruszczyk błotny, lilia złotogłów, łuskiewnik różowy, miodownik melisowaty, orlik pospolity, piżmaczek, zerwa kłosowa, żurawina błotna. Największą osobliwością przyrodniczą jest relikt epoki lodowcowej rozmarynek – chamedafne północna.

BIUM 11/2020
opracowanie:Marta Nowicka 
fot.Artur Osiak


Pseudonim: Lidka

W czasie okupacji działała w konspiracji, była żołnierzem Szarych Szeregów. Po wojnie została radcą prawnym i od wielu lat mieszka w Łomiankach.

Podczas powstania warszawskiego była sanitariuszką batalionu „Zośka”. W sierpniu 1944 roku miała czternaście lat. Lidia Markiewicz-Ziental „Lidka” jako jedna z nielicznych przeszła cały szlak bojowy zgrupowania „Radosław”. Dwukrotnie została odznaczona Krzyżem Walecznych.
 

Początek wojny
W 1939 roku była uczennicą szkoły prowadzonej przez siostry szarytki przy ul. Nowolipki w Warszawie. Z września 1939 roku zapamiętała wybuchające bomby, informacje radiowe o nacierających wojskach niemieckich i udział ojca w Straży Obywatelskiej działającej w ramach organizowanej przez prezydenta Stefana Starzyńskiego cywilnej obronie stolicy.

Szare Szeregi
Po wrześniowej kapitulacji Warszawy uczyła się w Gimnazjum Anieli Hoene- -Przesmyckiej. W 1942 roku wstąpiła do konspiracyjnej organizacji harcerek. Kryterium przyjęcia były dobre wyniki w nauce. W Szarych Szeregach obowiązywał bowiem program ideowy, który zawierał się w haśle: „Dziś, jutro, pojutrze”. Znaczyło to: dziś nauka i działanie w konspiracji, jutro walka, pojutrze praca w wolnej Polsce oraz odbudowa kraju po zniszczeniach wojennych. Do drużyny wprowadziła ją Alicja Gołod-Gołębiowska „Lusia”. Dziewczęta przechodziły szkolenie sanitarne, przenosiły ulotki, paczki i były przygotowywane do akcji małego sabotażu. Podczas okupacji cała rodzina Markiewiczów uczestniczyła w konspiracji, chociaż wówczas nikt z nich o tym nie wiedział.

Powstanie warszawskie
Kiedy wybuchło powstanie, miała czternaście lat i osiem miesięcy. „To dużo czy niedużo? Niedużo, ale ludzie wtedy dorastali znacznie szybciej” – wspominała po latach. Już 5 sierpnia brała udział w ataku na „Gęsiówkę”. Żołnierze batalionu „Zośka” uwolnili wówczas żydowskich więźniów. Ze zgrupowaniem „Radosław” przeszła cały szlak bojowy: z Woli na Stare Miasto, kanałami do Śródmieścia, później na Górny Czerniaków i kanałami na Mokotów i ponownie kanałami do Śródmieścia.

Ewakuację ze Starego Miasta wspomina tak: „Wchodziliśmy do kanału przy placu Krasińskich. [...] po czterech czy pięciu godzinach [przewodnik] wyprowadził nas u zbiegu Nowego Światu i Wareckiej. Doznaliśmy wszyscy szoku. Wyciągali nas, my nędzni, w opłakanym stanie, bez jedzenia, wyczerpani, szarzy, okropnie wyglądaliśmy, [a na ulicach] ludzie elegancko poubierani, czyści, domy całe, światło elektryczne”.

Podczas walk na Czerniakowie we wrześniu 1944 roku została dwukrotnie ranna. Po kapitulacji powstania wyszła z miasta z ludnością cywilną.

Łomianki
Do Warszawy wróciła w 1945 roku i ukończyła studia prawnicze. Od dwudziestu lat mieszka w Łomiankach. Na pytanie, co chciałaby przekazać sąsiadom z Łomianek, odpowiedziała: „Życzę wszystkim mieszkańcom spokojnego życia, nigdy więcej wojny, nigdy więcej takich zdarzeń, jakie nam przyszło przeżyć. Walczyliśmy nie dla siebie, walczyliśmy dla przyszłych pokoleń. I to, co jest dzisiaj, między innymi jest również dzięki tym, którzy kładli na szalę swoje życie”.


BIUM 10/2020
opracowanie: Marta Nowicka
fot.archiwum domowe Lidii Markiewicz-Ziental, Artur Osiak
 


Pomniki przyrody

Podczas lipcowej sesji Rady Miejskiej w Łomiankach podjęto decyzję o ustanowieniu w naszej gminie sześciu pomników przyrody. Z inicjatywą ochrony drzew wystąpiło Stowarzyszenie Przyjaciół Dziekanowa.

Po raz pierwszy o pomnikach przyrody pisał na przełomie XVIII i XIX w. Aleksander von Humboldt, przyrodnik i jeden z twórców nowoczesnej geografii. Jego publikacje zapoczątkowały kierunek konserwatorski w ochronie przyrody.

Kryteria objęcia ochroną

W Polsce o ochronie przyrody zaczęto pisać znacznie później. Jesienią 1918 r. ukazał się dekret Rady Regencyjnej o opiece nad zabytkami sztuki i kultury, a rok później dokument o ochronie niektórych zabytków przyrody. Po raz pierwszy słowa o ochronie alei przydrożnych pojawiły się jednak w rozporządzeniu prezydenta RP o opiece nad zabytkami w 1928 r.

Drzewa, aby spełniać kryterium pomnika przyrody, powinny wyróżniać się m.in. ze względu na obwód pnia, wysokość, szerokość korony, wiek, występowanie w skupiskach (np. aleje), znaczenie dla historii lub kultury regionu. To cenne okazy i z tego powodu wprowadza się wiele zasad, które mają je chronić, m.in.: zakaz ich przekształcania czy umieszczania na nich tablic reklamowych. Aby zabezpieczyć łomiankowskie okazy, ustalono strefę ochronną w promieniu 15 m od pnia każdego drzewa i nałożono obowiązek oznakowania i stałego monitorowania ich stanu zdrowotnego oraz wykonywania prac pielęgnacyjnych.

Przydrożne wierzby

Nowe pomniki przyrody na terenie gminy Łomianki to cztery wierzby białe (Salix alba), które znajdują się przy drodze prowadzącej do rezerwatu przyrody Jezioro Kiełpińskie. Przydrożne wierzby są charakterystycznym elementem nie tylko w łomiankowskim krajobrazie, ale na całym Mazowszu. Jednak nasze znacząco się wyróżniają. Przede wszystkim charakteryzują się okazałymi rozmiarami (obwody pni to: 390 cm, 357 cm, 527 cm, 393 cm), regularnym pokrojem oraz kształtem korony, a także niewielkimi ubytkami wewnątrz pnia (z wyjątkiem jednego drzewa). Średni obwód pierśnicy wierzb na terenie gminy Łomianki wynosi około 200 cm, a więc wytypowane na pomniki przyrody wierzby znacznie przekraczają ten wymiar.

Kasztanowce z Kościelnej Drogi

Przedstawiciele Stowarzyszenia Przyjaciół Dziekanowa zgłosili również dwa kasztanowce zwyczajne (Aesculus hippocastanum), które rosną przy ul. Kościelna Droga koło Domu Księży Emerytów. Miejsce występowania tych drzew jest jednym z ważniejszych pod względem historycznym dla gminy.

Kościelna Droga jest bowiem jedną z najstarszych ulic. Prowadziła od zespołu dworskiego (obecnie park fabryczny) do kościoła w Kiełpinie, którego początki datowano na 1461 r. Kościół przestał istnieć po powodzi w 1924 r., jednak Kościelna Droga obsadzona była szpalerem kasztanowców i do dziś zachowały się dwa z nich. Ich obwody (264 cm i 278 cm) mierzone na wysokości 130 cm przekraczają minimalny obwód pnia podany w rozporządzeniu jako kryterium uznawania drzew z gatunku kasztanowiec zwyczajny za pomnik przyrody (250 cm).

BIUM 9/2020

Helena Kamińska.
Fot.: Artur Osiak



Spotkanie z mistrzem

Tworzy rzeźby w drewnie, betonie, brązie, rysunki piórkiem, ołówkiem, patykiem, kredkami, maluje akwarelą. W jego dorobku znajdziemy zarówno pejzaże, studia postaci, jak i rysunki inspirowane sztuką Pabla Picassa oraz wspaniałe rzeźby przywodzące na myśl malarstwo Modiglianiego. Ogromna część dzieł powstałych w ostatnich dwudziestu latach nawiązuje do tragicznych syberyjskich doświadczeń rodziny Stanisława Kulona.

Historie rodzinne
Planowaliśmy krótką rozmowę, jednak spotkanie w łomiankowskiej pracowni profesora przerodziło się w pięciogodzinną opowieść o życiu i twórczości gospodarza. Stanisław Kulon urodził się we wsi Sobiesko, niedaleko Podhajec. Jego ojciec Jan był legionistą i uczestnikiem walk o Lwów i Bitwy Warszawskiej. Lubił pracować w drewnie. Dzieciństwo Stanisława było bardzo szczęśliwe, jednak sielanka skończyła się wraz z wybuchem II wojny światowej. W 1940 r. Franciszka i Jan Kulonowie z szóstką dzieci zostali wywiezieni bydlęcymi wagonami do Permu, na zsyłkę w lasy uralskie. Tam Staś stracił większość rodziny.

Lata studiów
Zdolności plastyczne nastoletniego Stasia i jego zamiłowanie do pracy w drewnie zwróciły uwagę jeszcze na Uralu. Po powrocie do Polski został przyjęty do Państwowej Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem. Tu spotkał pierwszego ze swych mistrzów – Antoniego Kenara, wybitnego artystę i legendarnego pedagoga. W 1952 r. Kulon rozpoczął studia w Warszawie i tu spędził blisko pięćdziesiąt lat – do emerytury w 2000 r. Początkowo był zwykłym studentem, potem asystentem Ludwiki Nitschowej, a następnie samodzielnym pracownikiem, profesorem Wydziału Rzeźby i prodziekanem. Z warszawskiego okresu wspomina także swojego drugiego mistrza, rektora ASP Mariana Wnuka, który często powtarzał młodym adeptom sztuki, że w procesie rzeźbienia najważniejsze jest, aby przerwać pracę, gdy rzeźba jest w najlepszym stadium.

Warszawskie rzeźby
Od lat 60. XX w. do początku XXI w. profesor zaprojektował wiele monumentalnych rzeźb. W Warszawie możemy podziwiać sławny trzyczęściowy pomnik Chwała Saperom z odnowioną w ubiegłym roku figurą żołnierzy wbijających pal pod budowę mostu, stojący w nurcie Wisły przy Cyplu Czerniakowskim. W Ogrodzie Saskim znajdziemy natomiast wykonaną ze sjenitu figurę Marii Konopnickiej. Zaskakująca w dorobku Stanisława Kulona jest rzeźba złotej kaczki na Tamce – złotej kaczuszki, jak mówi o niej z wielką czułością.

Dom i stare jabłonie
Antoni Kenar radził studentom, aby zawsze mieli przy sobie szkicownik. I właśnie zamiłowanie do przyrody i wycieczki ze szkicownikiem zaprowadziły profesora Kulona do Łomianek. Kiedy w 1977 r. postanowił znaleźć spokojne miejsce blisko natury, gdzie zbuduje pracownię w kształcie stodoły i małą chatkę na stare lata, jego wybór padł właśnie na naszą miejscowość. W pracowni, stojącej w otoczeniu starych jabłonek, mimo dostojnego wieku profesor nadal spędza codziennie długie godziny. A w każdą niedzielę jeździ rowerem do pobliskiej Puszczy Kampinoskiej, która wiele razy stanowiła inspirację w jego twórczości. „Każde narzędzie ma swoją ekspresję i trzeba ją wyczuć” – tłumaczy Stanisław Kulon, pokazując rzeźby, rysunki i obrazy z różnych okresów twórczości. Artysta 26 sierpnia br. obchodzi dziewięćdziesiąte urodzi/ny. Wszystkiego najlepszego, Panie Profesorze!

BIUM 8/2020
tekst: Eliza Chodorowska, Fundacja KIM
fot. Dariusz Dąbrowski


Zwiedzaj okolicę!

W czasie wakacji planujemy dalekie podróże, zwiedzamy egzotyczne zabytki, szukamy niezwykłych regionów. Tymczasem wiele ciekawych miejsc i historii możemy odkryć blisko domu. Dlatego tym razem spróbujmy, jak turyści, poznać najbliższą okolicę.

Położenie gminy Łomianki – granica z Kampinoskim Parkiem Narodowym, teren starorzecza Wisły – to jej niewątpliwy atut zarówno dla mieszkańców, jak i dla turystów. To doskonałe miejsce do spędzania wolnego czasu. Przypominamy mniej znane, a może trochę zapomniane, ale warte odwiedzenia punkty na mapie naszej gminy.

Kamień Zboińskiego

Puszcza Kampinoska to miejsce chętnie odwiedzane nie tylko przez mieszkańców naszej gminy, lecz także okolicznych miejscowości. Bogata szata roślinna i wyjątkowe ukształtowanie terenu kuszą zarówno amatorów wycieczek rowerowych, jak i pieszych wędrówek. Na terenie puszczy wytyczono 360 km znakowanych pieszych szlaków turystycznych.

W miejscu skrzyżowania czerwonego i zielonego szlaku pieszego znajduje się kamień Zboińskiego, pomysłodawcy i organizatora pieszych maratonów po Puszczy Kampinoskiej. Pomysł upamiętnienia osoby oraz działalności Andrzeja Zboińskiego i umieszczenia pamiątkowej tablicy w Kampinoskim Parku Narodowym zrodził się w gronie uczestników maratonów.

Zabytkowy pensjonat
Powstał przy ul. Pionierów w Dąbrowie Leśnej na zlecenie Stowarzyszenia Urzędników Państwowych. Budynek zaprojektował Zdzisław Celarski, a jego otwarcie nastąpiło tuż przed wybuchem II wojny światowej. Historia sprawiła, że pensjonat nigdy nie pełnił właściwej mu funkcji. Początkowo służył za miejsce zakwaterowania wojsk polskich, następnie niemieckich, potem przekształcono go w szpital, a po wojnie w dom dziecka.

Lipowa aleja
Szczególnym miejscem na mapie gminy może się poszczycić Dąbrowa Leśna. To tam, przy ul. Lipowej, znajduje się miejsce o szczególnych walorach przyrodniczych, prawnie chroniony pomnik przyrody zwany Aleją Lip. Wzdłuż drogi rośnie 45 lip drobnolistnych. To długowieczne drzewo, którego liście i kwiaty od wieków wykorzystuje się w ziołolecznictwie, a miód lipowy uznaje się za skuteczny lek na przeziębienie. Przez Słowian lipa uważana była za drzewo święte.

BIUM 7/2020
Opracowanie: Marta Nowicka
fot.: Artur Osiak


Dzielna załoga

Szkoła podstawowa w Dziekanowie Leśnym ma nowego dyrektora. Dawid Paweł Dziaduś jest nauczycielem plastyki, techniki, pedagogiem szkolnym i doradcą zawodowym. Poprosiliśmy go, żeby przedstawił pomysły rozwoju placówki, a także podsumował dotychczasowe działania szkoły.

Kiedy poznawałem osoby pracujące w szkole, zorientowałem się, że działa w niej duża grupa kreatywnych nauczycieli, którzy wykonują pracę z pasją, którym się zwyczajnie chce.

Praca zespołowa
Do gminy i szkoły wkroczyłem jako osoba z zewnątrz, jednak spotkałem się z wielką życzliwością ze strony łomiankowskiego środowiska. Czuję, że jesteśmy jedną załogą i trzymamy się razem. W naszej szkole dużo się dzieje. Każda inicjatywa to praca wielu osób, ciężka praca. W tym roku szkolnym wymyśliliśmy m.in. pochód antysmogowy oraz event z okazji Dnia Bajki, braliśmy także udział w gminnych konkursach o prawach dziecka. W wielu z nich nasi uczniowie zajęli wysokie miejsca.

Szkoła w czasach koronawirusa

Kiedy już mocno się rozpędziliśmy, rozpoczęła się epidemia, a wraz z nią zdalne nauczanie. Wiązały się z tym stres, zmęczenie i spore zamieszanie. Przed wyzwaniem stanęli nie tylko uczniowie i rodzice, lecz także nauczyciele. Zbliżająca się rocznica urodzin naszej patronki Marii Konopnickiej zmotywowała nas jednak do podjęcia działań.

Nagraliśmy wspólnie piosenkę, a największym zaskoczeniem okazało się to, że kiedy piszę te słowa, utwór ma prawie… 10 tysięcy wyświetleń! Na pomysł wpadła nauczycielka, a potem zaangażowali się inni. Tak powstała piosenka „Dzielna załoga” o naszej szkole w czasach koronawirusa. Jest o tym, jak w trudnym czasie epidemii dają sobie radę uczniowie, rodzice, dyrekcja i nauczyciele oraz inni pracownicy naszej szkoły.

 Jak nagrywaliśmy? Jedna z pań szukała wykonawców i po trzech dniach znalazła 20! Druga nagrała wzorcowy podkład muzyczny i wraz ze słowami rozesłała wykonawcom. Potem kolejna nasza koleżanka w dwa dni uszyła 30 profesjonalnych maseczek. Następnie każdy musiał nagrać samego siebie, ale wszyscy musieli śpiewać w jednym rytmie. Każdy z nas spędził nad tym ładnych parę godzin. Potem zostało już tylko zebranie nagrań i montaż, którego podjął się syn naszej nauczycielki. Na filmiku dodatkowo pojawiają się zdjęcia ze szkolnych rejsów po Bałtyku na żaglowcu „Zawisza Czarny”.

Film sprawił nam wiele radości. Okazało się, że tkwi w nas wielka siła, a dzięki determinacji i współpracy to, co wydaje się niemożliwe, nagle staje się realne i całkiem możliwe.

Rozwój i współpraca
Dla mnie jako dyrektora ten rok był bardzo trudny. Dwukrotna ewakuacja szkoły i potem zdalne nauczanie. Jednak działamy razem i to daje siłę.

Jakie mam plany? W mojej koncepcji rozwoju placówki dość mocno stawiam na współpracę. Dyrektor sam nic nie znaczy, jeśli nie współgra z nauczycielami, rodzicami, organem prowadzącym. Od początku powtarzam, że rozmowa i wspólny front pozwalają osiągnąć cel. Planuję wprowadzić do metod pracy elementy oceniania kształtującego. Stawiamy także na rozwój artystyczno-techniczny, więc od przyszłego roku szkolnego uczniowie klasy czwartej zostaną objęci ciekawym projektem. O tym jednak napiszemy na stronie szkoły oraz naszym fanpage’u.

Więcej informacji: Szkoła Podstawowa im. M. Konopnickiej w Dziekanowie Leśnym, ul. F. Akinsa

BIUM 6/2020
tekst i fot.: Dawid Dziaduś


Razem możemy wszystko!

W czasie pandemii znaleźliśmy się w wyjątkowej sytuacji, ale mieliśmy szczęście, że obok nas znaleźli się także wyjątkowi ludzie. Grupa „Widzialna ręka Łomianki” pomogła już tysiącom osób i wciąż działa.

Po ogłoszeniu pandemii okazało się, że w wielu miejscach brakuje podstawowych środków ochrony. Także wielu seniorów nie potrafiło poradzić sobie w nietypowej sytuacji. Wówczas w różnych miastach Polski zaczęły powstawać grupy wsparcia o nazwie „Widzialna ręka”. 

Grupa z Facebooka 
W gminie Łomianki wiele osób zaczęło szyć maseczki – dla siebie, znajomych, sąsiadów. Kiedy okazało się, że maseczek brakuje w szpitalach, zaczęły łączyć siły. Z czasem koordynację domowego szycia przejął Hufiec ZHP Nowy Dwór Mazowiecki. 

Trzeba było także ogarnąć logistykę przedsięwzięcia. „Drodzy Mieszkańcy Łomianek! Zbierzmy się w jednym miejscu. Jeśli możecie komuś pomóc, na początku posta napiszcie #oferuje, jeśli potrzebujecie pomocy #pomoc” – pisała na facebookowej grupie „Widzialnej Ręki Łomianki” Agnieszka Radziuk, jedna z koordynatorek akcji. 

Apele przyniosły nadzwyczajne efekty, a do maszyny usiadł nawet komendant hufca: „Na naukę i nabycie nowych umiejętności nigdy nie jest za późno. W jednym z postów obiecałem, że będę szył! Pierwszy raz w życiu usiadłem do maszyny” – napisał Marcin Janiszewski i na dowód zamieścił filmik. 

Maseczka dla seniora 
A jak wyglądał zwykły dzień niezwykłego koordynatora w pierwszych dniach kwietnia? „Po całym dniu rozmów telefonicznych, koordynowaniu działań z wolontariuszami […] pakuję maseczki i pędzę do Was – mieszkańców. Dzwonię do szpitala w Dziekanowie, są zabezpieczeni i póki co nie potrzebują maseczek. OSP Dziekanów Polski – niech Wam maseczki dobrze służą” – relacjonowała Agnieszka Radziuk. W gminie Łomianki mieszka ponad 6 tys. osób powyżej 60. roku życia i to dla nich, we współpracy z samorządami, powstała akcja „Maseczka dla seniora”. Jednak w tym samym czasie maseczki regularnie dostawały także szpitale, straż miejska czy sklepikarze. 

Spektakularne efekty
18 kwietnia Marcin Janiszewski tak podsumował działania: „To wielki sukces Widzialnych Rąk, czyli harcerzy, samorządów, mieszkańców, przedsiębiorców oraz służb, które dzielnie roznosiły maseczki”. Ponad 30 tys. maseczek trafiło do Nowego Dworu Mazowieckiego, Łomianek, Pomiechówka, Czosnowa, Leoncina, Zakroczymia. 

Akcja dla seniorów dobiegła końca, ale grupa wciąż działa. 24 kwietnia maseczek było już 52 990! „Jesteście cudowni. Dziękuję Wam za działanie, wytrwałość i wrażliwość na drugiego człowieka! Jestem szczęśliwy, że mogę być jednym z Was” – napisał Marcin Janiszewski. Chyba nikt, łącznie z organizatorami akcji, nie spodziewał się takich efektów, bo w emocjonalnym podsumowaniu komendant dodał jeszcze: „Kiedy czwórka »szaleńców« (Agnieszka Radziuk, Olga Sawicka, Łukasz Piwko i ja) wpadła na ten pomysł, nie myśleliśmy, że to tak się rozwinie”. 

Razem mamy moc!
A co będzie, jak minie pandemia? Pod jednym z postów na Facebooku pojawił się wpis: „A potem, kiedy nadejdzie czas, wszyscy razem pójdziemy na spacer, na lody albo na rowery. W każdym razie warto robić coś wspólnie”. Wydaje się zatem, że „Widzialna ręka Łomianki” będzie działać znacznie dłużej! Więcej: Facebook, grupa „Widzialna ręka Łomianki”. 

                    
fot. archiwum Widzialnej Ręki -Łomianki                                                            fot. Monika Jakubiak - Rososzczuk 
      

BIUM 5/2020
tekst: Monika Brodowska


Lokalne produkty - Rodzinne firmy tworzone z pasją – do takich miejsc zawsze wraca się z przyjemnością. 

Małe wytwórnie, kawiarnie mają niepowtarzalny klimat. Nie tylko kupimy w nich wyjątkowe produkty, ale możemy porozmawiać z właścicielem czy sprzedawcą, który opowie, jak powstają aromatyczne konfitury, skąd sprowadzana jest aksamitna w smaku kawa, lub doradzi wybór tradycyjnej nalewki. 

Kawiarnia Harmonia
Miłośnicy kawy wiedzą, że jej gatunek, przygotowanie i podanie decyduje o aromacie i sprawia, że delektujemy się jej smakiem. Właściciele kawiarni, a dziś także palarni kawy Harmonia Coffee Roasters założyli niewielki sklepik dekadę temu. Podkreślają, że chcą mieć jak największy wpływ na smak kawy, dlatego sami ją wybierają, wypalają i mielą. Z upływem czasu obok różnych gatunków kawy i herbaty pojawiły się u nich także akcesoria do ich zaparzania.
www.kawiarniaharmonia.pl 


fot. Fotografia Masztalerz

Nalewki Staropolskie 
Domowe nalewki mają niepowtarzalny smak i aromat. Jeśli nie robimy ich sami, warto poszukać kogoś, kto stosuje dawne receptury i zależy mu na najwyższej jakości wytwarzanych produktów. Karol Majewski, założyciel rodzinnej firmy „Nalewki Staropolskie”, przez wiele lat poszukiwał najlepszych kompozycji smakowych, eksperymentował z dzikimi odmianami owoców, poszukiwał ekologicznych upraw, pozyskiwał owoce z małych wiejskich sadów. Dziś wytwarza nalewki tradycyjną metodą – dojrzewają w słońcu, a potem kilka lat leżakują w chłodnych piwnicach. Dzięki temu mają niepowtarzalny smak i zdobywają nagrody oraz certyfikaty. Dziewięć z nich znajduje się także na liście polskich produktów tradycyjnych.
www.nalewki.pl 


fot. Marek Szymański

Towary niezwykłe
Na słodko i wytrawnie. Konfitury i powidła dla łasuchów, musztardy i pasty dla smakoszy. „Nasza rodzinna firma powstała z miłości do prawdziwego jedzenia i z miłości do babci i pięknych wspomnień z jej domu – zapachu bulgocących powideł na piecu oraz widoku kolorowych słoiczków w spiżarni” – opisują początki działalności właściciele. Ich przetwory powstają z pasji łączenia smaków, wyszukiwania zaskakujących, ale harmonijnych połączeń owoców, przypraw i alkoholu. Stosują tradycyjne metody, nie używają sztucznych konserwantów i barwników.
www.towaryniezwykle.pl 


fot. Joanna Sławińska

BIUM 4/2020
tekst: Monika Brodowska


Lokalne produkty tworzone z pasją...

Jedyny w swoim rodzaju zapach świeżego chleba, wypiekanego od lat według niezmienionej receptury. Cudowny smak ręcznie wykonanej czekolady połączonej z owocami, lawendą lub orzechami. Niepowtarzalna ceramika tworzona z miłości do gliny…

T o tylko kilka przykładów tego, jak można żyć z pasją i z pasji. A co najważniejsze, wszystko dzieje się w Łomiankach, tuż obok nas. Kto nie zna piekarni „Piwoński” , ten nie wie, co znaczy smak prawdziwego chleba. To miejsce, gdzie kolejne pokolenia kontynuują pracę Stanisława Piwońskiego, który w 1955 roku otworzył w Łomiankach swoją pierwszą piekarnię. Produkty wypiekane są tu z pasją, na bazie naturalnego zakwasu i z użyciem tradycyjnych metod i narzędzi. Właściciele przywiązują dużą wagę do jakości tworzonego i sprzedawanego pieczywa, a to – jak wiemy – ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia.
www.tradycyjnapiekarnia.pl 

fot.: Artur Osiak

Manufaktura czekolady to miejsce na mapie Łomianek, które dostarcza radości wszystkim miłośnikom aromatycznego szaleństwa. To nasza rodzima firma, która sprzedaje swoje wyroby w kraju i za granicą. To tu z miłości do czekolady i potrzeby realizacji własnych marzeń Tomasz Sienkiewicz i Krzysztof Stypułkowski stworzyli to niepowtarzalne miejsce. Dzisiaj oferują nie tylko doskonałej jakości, tworzone ręcznie, pyszne i estetyczne produkty, ale także organizują warsztaty czekoladowe dla dzieci i dorosłych. Chocolate Story to prawdziwa uczta dla podniebienia.
www.manufakturaczekolady.pl

fot.: Marta Kołątak

Na miłośników pracy z gliną i ręcznego tworzenia ceramiki czeka „Wytwórnia kształtu” (fb/wytwórnia kształtu pracownia ceramiki). Pracownia mieści się w Łomiankach przy ulicy Staszica 29 i już od progu czaruje wszystkich odwiedzających. Sklepik z rękodziełem i sztuką użytkową, warsztaty ceramiczne dla dzieci i dorosłych a także fenomenalne urodziny ceramiczne to oferta, która przyciąga nie tylko mieszkańców naszej gminy. Miejsce stworzone z pasją, które udowadnia, że rękodzieło to świetny sposób na relaks i ciekawe spędzanie wolnego czasu w zabieganym współczesnym świecie.


fot.: Magdalena Magiera

BIUM 3/2020
tekst: Marzena Markowska


Biblioteka Publiczna w Łomiankach to wyjatkowe miejsce

„Jedyne, co musisz wiedzieć, to gdzie jest biblioteka” – to zdanie wypowiedział Albert Einstein, którego sylwetki z pewnością nikomu nie trzeba przedstawiać. Towarzyszyło ono od zawsze pani Grażynie Kozińskiej, która do połowy stycznia br. była dyrektorem naszej Biblioteki Publicznej w Łomiankach.

Kierowała placówką od 1977 roku. Stworzyła miejsce wyjątkowe, odważnie wprowadzała zmiany, zawsze w pierwszej kolejności dbając o czytelnika. Zafascynowana Skandynawią, czerpała z niej inspiracje szczególnie w pracy zawodowej. Często podglądała działania skandynawskich bibliotek i z powodzeniem przenosiła ich rozwiązania na nasze podwórko.

Biblioteka Publiczna w Łomiankach została skomputeryzowana jako jedna z pierwszych w województwie mazowieckim. 

Pani Grażyna wprowadziła biblioteczny system komputerowy i postanowiła stworzyć stronę internetową biblioteki, za którą nasza placówka w 2006 roku dostała nagrodę. 

Łomiankowska biblioteka jako jedna z pierwszych rozpoczęła wypożyczanie komputerowe zbiorów i wystartowała z katalogiem internetowym. W tamtych czasach to była nowość. Dziś mało kto wyobraża sobie działanie placówki bez takich rozwiązań. 

Od połowy stycznia br. nowym dyrektorem biblioteki został Michał Kowalczyk, który jest z tym miejscem zawodowo związany od 2006 roku. Będzie kontynuował rozpoczęte działania, ale deklaruje również dalszy rozwój technologiczny placówki. 

Warto pamiętać, że nasza Biblioteka Publiczna to nie tylko estetyczny budynek przy ul. Wiejskiej. W Dziekanowie Polskim i w Dąbrowie działają również filie doskonale wyposażone w nowoczesny księgozbiór.

Biblioteka to miejsce ponadczasowe, a łomiankowska placówka plasuje się w czołówce bibliotek zarówno naszego powiatu, jak i całego województwa.


fot. Marzena Markowska

BIUM 2/2020
tekst: 
Marzena Markowska


Świetlica w Burakowie – ważne miejsce w naszej gminie

Dom Spotkań Sąsiedzkich to miejsce szczególne. Ważne nie tylko dla lokalnej społeczności Burakowa, ale ze względu na różnorodność odbywających się tu wydarzeń istotne z punktu widzenia wielu mieszkańców naszej gminy.

Zlokalizowana tuż przy parku Młocińskim świetlica, mimo iż mieści się w nowym budynku, wymagała już wielu ważnych napraw. Niestety głośno otrąbiony sukces poprzedniej władzy okazał się budowlanym bublem. Nieskuteczna wentylacja, trudne do otwarcia wyjście ewakuacyjne, przeciekający dach i wiele innych poważnych odstępstw od sztuki budowlanej to tylko część problemów, z którymi przyszło się mierzyć, aby budynek mógł zostać oddany do dyspozycji mieszkańców. 

Na szczęście usterki, które pojawiły się tuż przed przekazaniem do odbioru wadliwie wykonanej inwestycji, udało się naprawić. Nowy zarząd gminy nie przyjął odbioru budynku, a naliczone kary pozwoliły na uratowanie sytuacji i zlikwidowanie wad. Cztery miesiące trwała likwidacja i naprawa „niedoróbek”, na co przeznaczono pięćset tysięcy złotych, aż wreszcie w marcu 2019 r. mieszkańcy mogli po raz pierwszy skorzystać z nowej świetlicy. 

Świetlica w Burakowie to obecnie prężnie działające miejsce wielu spotkań lokalnej społeczności, różnorodnych zajęć dla małych i dużych, warsztatów teatralnych, krawieckich, kulinarnych czy ciekawych wykładów. Dużym zainteresowaniem cieszą się spotkania pt. „Jestem Mamą w Łomiankach”, odbywają się zajęcia jogi i pilatesu oraz gimnastyki dla seniorów. We wrześniu br. Uniwersytet Trzeciego Wieku przeniósł się z zajęciami malarskimi z Centrum Kultury do Domu Spotkań Sąsiedzkich. Znacznie przestronniejsza sala zwiększa seniorom komfort prowadzonych zajęć. 

Świetlica jest doskonałym miejscem spotkań z okazji świąt i innych ważnych wydarzeń. Niedawno odbyło się wspólne pieczenie pierników, organizowane są andrzejki, a w ramach obchodów Święta Niepodległości mieszkańcy Burakowa zapraszają do tradycyjnego już poloneza. Bliskość parku Młocińskiego daje odwiedzającym świetlicę możliwość zaplanowania rodzinnych spacerów. 

Zapraszamy wszystkich mieszkańców Gminy Łomianki i nie tylko do odwiedzania tego szczególnego miejsca. Naprawdę warto!

BIUM 1/2020
tekst: Marzena Markowska

Opcje strony